Menu
Cyfrowe archiwum Festiwalu
BEZ KOŃCA: Nasi zmarli są wśród nas… Przypatrują się nam uważnie, oceniają to co robimy
Zrealizowany w 1984 roku film Krzysztofa Kieślowskiego Bez końca trafił do kin w czerwcu 1985 roku. Został zrealizowany na podstawie scenariusza zatytułowanego Szczęśliwy koniec, który Kieślowski napisał wspólnie z adwokatem, Krzysztofem Piesiewiczem. Od tego filmu rozpoczęła się ich wspólna praca nad scenariuszami wszystkich kolejnych filmów nakręconych przez Kieślowskiego.
Bez końca stanowił próbę opisania doświadczenia stanu wojennego. Jest to też film o dramacie kobiety, która zostaje wdową i odkrywa po śmierci męża, że była z nim związana o wiele bardziej niż sądziła. Właściwie nie potrafi bez niego żyć. Urszula (Grażyna Szapołowska), żona cenionego i lubianego adwokata, mecenasa Zyro (Jerzy Radziwiłowicz), po jego nagłej śmierci stara się pomóc rodzinie młodego robotnika, Dariusza Stacha (Artur Barciś). Grozi mu surowa kara za udział w strajku już po ogłoszeniu stanu wojennego. Zyro miał go bronić w sądzie. Urszula namawia do podjęcia się obrony Stacha starego adwokata, mecenasa Labradora (Aleksander Bardini), który od lat stronił od zajmowania się sprawami politycznymi. W filmie oglądamy postacie reprezentujące rozmaite postawy i wybory życiowe przyjmowane przez Polaków w „ołowianym czasie” stanu wojennego. Żona Stacha, Joanna (Maria Pakulnis), z poświęceniem pomaga uwięzionemu mężowi, ale jej ojciec (Jan Tesarz) zdecydowanie potępia postawę i wybory polityczne zięcia. Labradorowi pomaga aplikant Miecio (Michał Bajor), a żonie Stacha działający w podziemiu Rumcajs (Adam Ferency).
Krzysztof Piesiewicz tak charakteryzował film: „Przy Bez końca głównym impulsem do jego realizacji było pragnienie zarejestrowania autentycznego ducha czasu, postaw, zachowań, preferencji, wyglądu miejsc oraz tego, co uczynił z nami stan wojenny. Nastąpiło »zaćmienie słońca«, którym była Solidarność, jej »cudowna narracja« i wielki zryw. Po prostu Sierpień’80 został zamordowany. Mogę wypowiadać się jako dojrzały człowiek tego pokolenia, które musi mieć świadomość, że to były niesamowite dni. Być może dni, które nigdy wcześniej nie wydarzyły się w historii Polski. Ten fenomen relacji międzyludzkich, poczucie jedności, spontaniczna bliskość ludzi z różnych przestrzeni zawodowych, intelektualnych, środowiskowych. To się wyczuwało w każdej minucie tamtego sierpniowego czasu. I właśnie ten Sierpień’80 został zamordowany 13 grudnia…”
Najbardziej rozpoznawalnym znakiem „zamordowanego Sierpnia’80”, jak to określił Piesiewicz, było obsadzenie w roli zmarłego adwokata z Bez końca, Jerzego Radziwiłowicza. Kieślowski tak uzasadniał ten wybór: „Rola nie była napisana dla niego. Dopiero w pewnym momencie zrozumiałem, że powinien ją zagrać. Był aktorem, który grał »człowieka z marmuru«, »człowieka z żelaza« i był symbolem kogoś ewidentnie czystego moralnie, uczciwego. Pomyślałem, że muszę go zaangażować, żeby dla widza było oczywiste, że ten człowiek wewnętrznie jest bardzo jasny, to miało być klarowne. Wiedziałem, że Jurek Radziwiłowicz – nie z powodu swojej osobowości, swojego charakteru, choć przy okazji taki jest jako człowiek – ale dlatego, że tak się ludziom kojarzy, w ten sposób będzie funkcjonował. Była to klasyczna obsada wynikająca z dorobku aktora”.
Zdjęcia do filmu zrealizował Jacek Petrycki, jeden z najbliższych współpracowników Kieślowskiego, autor zdjęć do wielu jego filmów dokumentalnych (m.in. Pierwsza miłość, Życiorys, Prześwietlenie, Szpital, Gadające głowy) i fabularnych (Spokój, Amator), który w stanie wojennym działał w podziemiu, dokumentując jego życie kamerą dokumentalną (po latach zmontował z tych unikalnych nagrań film Moje zapiski z podziemia). Muzykę do Bez końca skomponował Zbigniew Preisner, z którym odtąd Kieślowski współpracował przy kolejnych swoich filmach. Scenografię zaprojektował Allan Starski a za dekorację wnętrz odpowiadały Magdalena Dupont i Teresa Gruber.
Powstanie Bez końca stanowiło zwrot w twórczości Kieślowskiego, czasem określany mianem przejścia od kina realistycznego, politycznie zaangażowanego, do kina metafizycznego. W filmie tym pojawia się postać ducha, który jako milczący świadek przygląda się życiu innych postaci. Kieślowski napisał o nim w scenariusza Szczęśliwego końca, który przechowywany jest w Archiwum Twórczości Krzysztofa Kieślowskiego w Sokołowsku: „Bohater nazywa się Antoni Zyro i tym różni się od wielu innych bohaterów filmowych, że nie żyje. Myślę, że dla wszystkich – tak jak i dla mnie – jest zupełnie oczywiste, że nasi zmarli są wśród nas. Przypatrują się nam uważnie, oceniają to, co robimy i choć nie mają już żadnego wpływu na bieg spraw, często w naszych postępkach pamiętamy, by nie musieli wstydzić się za nas. Czy rzeczywiście nie mają wpływu? Choćby przez to, że liczymy się z ich zdaniem – przecież mają. Czasem otrzymujemy znak, którego nie rozumiemy – może pochodzi od nich, dla nich był jasny, dla nas jest niepokojący. Nie widzimy ich, ale często czujemy wokół siebie. Cóż więc prostszego niż założyć, że kamera Szczęśliwego końca widzi Antka Zyro, tak jak widzi każdego innego bohatera? Ludzie go nie widzą, kamera tak”.